Wprowadzając się do nowego domu każdego dopada ten samy dylemat: mam położyć na podłodze parkiet(stary, wypróbowany, dobry) czy panele(cieszące się idealną opinią estetów)? Ot to i jest pytanie wprost z kosmosu, na które odpowiedź nie jest wcale taka prosta i oczywista, jakby się wydawać mogło.
Logicznym jest iż i parkiety i panele mają wady – wszystko ma wady, trzeba jednak odpowiednio je zestawić i porównać, oraz na dodatek wspomnieć coś o zaletach;) Podłogi muszą przede wszystkim być przyjazne, dla mieszkańca – ale zwrot „przyjazne dla mieszkańca” każdy może zrozumieć zupełnie na opak i może wywnioskować dokładnie to, czego nie powinien. Sprawa indywidualna – Tobie podoba się parkiet, ale mi podobają się panele. Proste i oczywiste, ale z punktu ekonomicznego zdecydowanie lepiej jest zainwestować w parkiet - dużo tańszy, wytrzymalszy, a swoją urodą może dorównywać nawet panelom, jeżeli jest kładziony przez prawdziwego fachowca.
Podsumowując, każdy powinien sam sobie przedstawić swój punkt widzenia tej sprawy i każdy powinien sam, bez namowy osób postronnych zdecydować czy chce mieć parkiet czy panele. Potem kto będzie ponosił odpowiedzialność, za decyzje?
Kilka dni temu postanowiliśmy wraz z małżonką moją, że wykończymy wreszcie nasz dom, na który tak długo czekaliśmy – całe pięć lat. Do zrobienia mamy jeszcze wszystkie podłogi. W domu jest dwanaście pokoi i dosyć duże przedpokoje. Do tego dwie łazienki i kuchnia. Wykończenie tego wszystkiego może nas zdrowo walnąć po kieszeni, ale mus to mus;)
W pokoju gościnnym oraz w przedpokojach chcieliśmy położyć panele, ale nie jesteśmy pewni, czy spełnią nasze oczekiwania. Chcieliśmy też założyć ogrzewanie w podłodze, ale dochodzimy do wniosku, że na to nas nie stać i musimy zadowolić się zwyczajnymi grzejnikami. Cóż, z czegoś zawsze trzeba zrezygnować.
W pozostałych pokojach chcemy położyć zwyczajne parkiety, podobno idealnie niezniszczalna rzecz, która trzyma się przez długie, długie lata. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po naszej myśli i przed świętami się jeszcze wyrobimy. Obyśmy mieli więcej szczęścia niż rozumu;)
Chciałem opowiedzieć wam o jednym przykładzie, jednej sytuacji jaka zdarzyła się całkiem niedawno mojemu koledze. Mianowicie chodzi o to, że chłopak postanowił puścić sobie kilka zakładów w totolotku. Traf chciał, że miał trochę szczęścia, ale on sam o tym nie wiedział. W środę rano był w kolekturze i puścił zakład. Dostał kupon, wrócił do pracy, wrócił do domu i poszedł spać. Następnego ranka budzi się normalnie, jak normalny człowiek idzie do pracy i wraca do domu, o tym, że wczoraj były wyniki losowania lotto zupełnie zapomniał. A szkoda…
Jak się okazało po dwóch tygodniach… totolotek wyniki były dla niego bardzo przychylne. W jednym zakładzie trafił trójkę, a w drugim czwórkę. Szkoda tylko, że nie zorientował się na czas i nie poszedł odebrać tych pieniędzy. Co prawda to prawda, że jemu może i niezbędne to one nie są, ale zawsze to jakiś grosz w kiszeni prawda? Dlatego ja bardzo zachęcam do tego, aby monitorować i sprawdzać w czas wyniki totolotka.
Pamiętam, że nie tak dawno, głośno było o facecie, który sprzedawał schemat, dzięki któremu można było wygrać w totolotka. Oczywiście nie upublicznił go, ponieważ podobno był to jego sposób na życie i takie tam podobne ściemy sypał. Trafiłem na jego stronę, zastanowiłem się chwilę i doszedłem do wniosku, że to po prostu nie może działać.
wyniki losowania lotto nie mogą być w żaden sposób przewidziane, ale dziwił mnie fakt, że facet przedstawiał na stronie screeny swoich kuponów, które faktycznie przynosiły mu dochody kilkuset złotych za jedne totolotek wyniki jedno losowanie.
Mimo wszystko zignorowałem sprawę, uznałem to jako naciąganie.
Ale mój kumpel nie był aż tak bardzo nieufny jak ja i kupił ten „sposób”. Kosztowało go to około tysiąca, ale mówi, że nie żałuje i za każdym razem z niecierpliwością czeka na wyniki totolotka bo mu się sprawdzają i lubi patrzeć gdy trafiają się liczby, które zaznaczył. Niestety ostatnio nie mogłem znaleźć tej strony tego faceta… może jego sposób działał tylko przez określony czas, albo zwyczajnie miał szczęście?
Paige stała w ciemnej uliczce. Założyła na siebie gruby płaszcz, bo o tej porze roku zdarzały się rozmaite niespodzianki. Raz po raz chodziła z jednego miejsca na drugie, żeby chociaż trochę się rozgrzać.
„Ile można czekać” pomyślała dziewczyna. Marzła już tutaj ponad 10 minut. Zaczęła pocierać jedną dłoń o drugą. Jeśli ta kobieta się nie ruszy, to naprawdę sobie stąd pójdzie…
- Paige?
Aż podskoczyła słysząc swoje imię. Odwróciła się i spojrzała na drugą osobę.
- Kim jesteś? – spytała, próbując dojrzeć twarz rozmówcy.
- Rachel Evans – odezwała się kobieta – Przysłano mnie z Marvel Corporation.
Dopiero teraz Paige zobaczyła jak wygląda Rachel. Miała długie, wyprostowane brązowe włosy. Jej grzywka zasłaniała część jej czoła. Na jej twarzy cały czas gościł jakiś niepokojący, diabelski uśmieszek który irytował Paige.
- Paige Fisher – przedstawiła się – Wiadomość którą dostałam napisał mężczyzna więc myślałam…
- Wiem, ale przysłali mnie. Mam nadzieję, że to nie stanowi problemu?
- Nie, skądże.
Przez chwilę patrzyły na siebie. Paige nie była zadowolona ze spotkania, w ogóle nie miała zamiaru tu przyjść. Ale wiedziała, że za to, co oni zrobili kiedyś dla niej, ona musi się odwdzięczyć…
- Domyślasz się dlaczego chcieliśmy z tobą porozmawiać, Paige? – spytała Rachel.
- Nie do końca – skłamała.
- Pamiętasz, że firma zataiła informacje na twój temat… a raczej na temat tego co zrobiłaś?
- Owszem, pamiętam
- I to, że kontrakt, który podpisałaś, zawierał podpunkt oznajmiający, że „w przyszłości osoba podpisująca się jest zobowiązana do wykonania prośby czy też zlecenia wydanego przez firmę i nie podlega ona żadnej dyskusji?”
Tego najbardziej się obawiała. Domyślała się, że tego właśnie chcieli. Za swoje grzechy przyszedł czas odpokutować… Tylko jaką karę będzie musiała zapłacić?
- Coś sobie przypominam – odparła Paige.
- Świetnie. A więc mamy zadanie wprost idealne dla ciebie…
- Nikogo nie zabiję – oświadczyła szorstko.
Rachel roześmiała się.
- Och, Paige, Paige… Uwierz mi, twoje zadanie nie polega na zamordowaniu kogokolwiek. Ale musisz wiedzieć, że gdyby była taka potrzeba, nie miałabyś żadnego wyjścia i musiała to zrobić, więc ciesz się, że ciebie ten przypadek akurat nie dotyczy.
Paige rzuciła dziewczynie groźne spojrzenie.
- To w takim razie co mam zrobić? – spytała.
- Och, to taka mała prośba… Jeden z naszych agentów został porwany podczas misji i musisz nam pomóc go uwolnić, to wszystko.
- To wszystko? A może jakieś szczegóły?
- Wszystkiego dowiesz się jutro…
- Jutro?! – warknęła – To po jaką cholerę kazaliście mi przyłazić tutaj w środku nocy?!
- Uspokój się Paige… Musieliśmy mieć stuprocentową pewność, że nas nie wystawisz i dlatego chcieliśmy uzgodnić podstawowe cele dziś. Natomiast jutro chciałabym z spotkać się z tobą w jakimś bardziej przestronnym miejscu… powiedźmy w kafejce?
- Też w nocy? – warknęła.
- Och, daruj sobie ten sarkazm, kochana. Nie, raczej wolałabym w południe… Albo wczesnym rankiem. Jak wolisz?
- Może być dziesiąta – odparła.
- Świetnie. A więc jesteśmy umówione. Wybacz, ale mój kierowca na mnie czeka. Do zobaczenia, Paige.
- Czekaj! – krzyknęła
- O co chodzi?
- Nie podwiozłabyś mnie? – spytała – Jest nieco zimno… Poza tym to nie najbezpieczniejsza dzielnica w tym mieście, a jest akurat idealna godzina dla przestępców.
Rachel zaśmiała się głośno.
- Och Paige, Paige. Jak dla mnie to przestępcy powinni się bać osoby takiej jak ty, bo prędzej ty im wyrządzisz krzywdę niż oni tobie. A poza tym… naprawdę myślisz, że wsiadłabym do jednego samochodu z morderczynią?
Bilety lotnicze – zapomniałem biletów.
Wszystko już gotowe, szykujemy się do wyjścia i wychodzimy. Jedziemy na lotnisko, ponieważ niedługo wylatujemy do Włoch, żeby się nie spóźnić wychodzimy specjalnie dwie godziny wcześniej. A co tam, zawsze to lepiej zaczekać trochę niż być spóźnionym. Wyjazd planowaliśmy już od roku. Wreszcie zwiedzimy Włochy i napatrzymy się na architekturę i zabytki, jakie są według nas po prostu cudowne w tym kraju. Według nas czyli mnie i mojej dziewczyny: Anety.
Ogromne torby pakujemy do samochodu no i wynajęliśmy brata Anety, żeby nas podwiózł na lotnisko. Dobry facet z niego, więc byliśmy przekonani, że się zgodzi. I tak było – zgodził się. Poza tym opiekuje się naszym domem na czas wyjazdu. Nie będzie nas prawie miesiąc więc ktoś musi się opiekować kwiatami i takie tam.
Ale do rzeczy. Jesteśmy na lotnisku i patrzę. Gdzie są nasze bilety lotnicze? Zawracam szybko Bartka i każę mu szybko wracać do domu po bilety. Oj nabawiłem się wtedy ogromnego strachu, cały czas jechał za wolno. Było mało czasu, ale udało się. Bilety leżały na szafce od telefonu, więc od razu je złapałem, zamknąłem mieszkanie i powrotem. Zdążyliśmy i zwiedziliśmy sporą część kraju. Polecamy każdemu.